Dzieciństwo
Drugi raz w karierze nie miałam chemii w terminie! Chyba się staczam na dno. Nie w formie Paulinka. Najzwyczajniej w świecie wlewają we mnie mega dużo, ciągle coś wymagają od mojego organizmu, i on jest już zmęczony. Nic dziwnego, ciągle na pełnych obrotach, jak maszyna. Jest to dobry mechanizm, bo wspomagany dobrym humorem, suplementacją, dietą i Red Bullami w kroplówce. Czasem trochę wytraca baterie, ale to zrozumiałe. Przeżył w końcu jakieś 16 chemii, 3 operacje ( w tym jedna z otwierniem mojej nieumięśnionej klaty piersiowej), naświetlania, autoprzeszczep... etc, etc. Lista zasług jest długa. Może jakiś malutki aplauz? Tym razem w szpitalu odwiedzili mnie wolontariusze poprzebierani za postacie z filmów. Jednym z nich był aktor którego bardzo lubię! A ja tego dnia, akurat stwierdziłam że cały dzień spędzę w pidżamie. Kiedy za każdym razem, sie przebieram. A akurat tego dnia musieli przyjść, nie? Zaprezentowałam swoją pidżamkę tłumowi. Co do aktora. Nieważne, że nie wiem jak się nazywa... Mam zdjęcie! A nawet dwa. Moja pidżama została zakamuflowana.
Wiem, że już jestem zdrowa. Po prostu czuję, że to już koniec, że chemie które biorę nie są już potrzebne. Że już swoje wycierpiałam i już nadchodzi kres walki. W grudniu się okaże. Może w końcu wyczekiwana operacja...
Na zdjęciu pyszna zupa groszkowa, ugotwana przezemnie! Urocza, wiem.
O, i ostatnio zrobiłam sobie ładne selfie, i odwaliłam taką dobrą robotę że je tu dodam, a co. Wariatka he, he.





