Boją się mnie. A może jestem za brzydka? Generalnie nie podoba się im moje wnętrze. A ono chyba jest najważniejsze, nie? Jestem zbyt dużym wyzwaniem, za wysokie progi na ich nogi. Stwierdzili, że mnie nie lubią, chociaż byłam miła. Tak sądzę. Moja chora kość dla nich jest zbyt mało atrakcyjna, za mało pudru nałożyła i nie chcą jej operować. Pani doktor stwierdziła, że jest zbyt zniszczona i nie spodziewała się że to będzie aż tak trudny zabieg. Trzeba mi powycinać to i owo, wstawić protezę. Będę półrobotem!!! Nie boją się mnie w szpitalu w którym się leczę, tylko w innym dla ścisłości. Moja pani doktor prowadząca była bardzo zdziwiona, że nie chcą mnie ciąć. Próbujemy w Szczecinie. Jutro tam jadę. Możliwe, że mnie potną. Wytną Władka i spalą. Puff.... Zniknie Pożeracz Zdrowia, Pochłaniacz Zdrowotności. Ciekawe, kiedy. Nie chcę być o kulach do Rzymu! Właśnie, bo się nie chwaliłam! Lecę do Rzymu!!! Bałam się o tym wspomnieć. Dlaczego? Dlatego, że niektórzy błędnie interpretują wyjazdy czy chwile przyjemności osób chorych, takich jak ja. Uważają, że nic im się nie należy, że naciągają ludzi na zbiórkach itp. by sobie gdzieś pojechać. Obawiałam się, że to tak zostanie odebrane, czasem nie warto się chwalić takimi wiadomościami. Stwierdziłam jednak, że nawet jeżeli komuś nie będzie coś pasowało, to postaram się to zignorować. Z resztą, tak mało osób czyta mojego bloga, że nawet nie byłoby komu się przyczepić. Zostało 58 dni! Matko, mega się cieszę, chociaż nie powinnam się nakręcać. Przez moją karierę chorobową, nie mogę nic planować. Równie dobrze może się okazać, że nigdzie nie polecę...Staram się nie dopuszczać do siebie tej myśli, nałożyłam ogromną kłódkę na złe przeczucia, i tylko odliczam dni do wylotu. Ale narobię zdjęć!!! Zawsze marzyłam, by mieć piękne zdjęcia zza granicy. Mój polaroid pójdzie w ruch. Najem się włoskiego jedzenia, zobaczę wspaniałe miejsca. Wreszcie porządne wakacje. Mamy świetną lokalizacje, 10 minut od placu św. Piotra. To tam przemawia papież. Wiecie co jest przy placu? Carrefour. Serio. Nie wiem czy to smutne, czy śmieszne. Nie mogę się doczekać, mimo że całkiem możliwe, że będę zwiedzać o kulach. Będą seksowne zdjęcia z kulami, a co. Oryginalnie, idealnie na bloga.
Wybrała się na casting You Can Dance! Nie, nie tańczyłam. Nie umiem. Byłam na widowni, po znajomości. Zdążyłam zobaczyć tylko dwa występy, musiałam wrócić do szpitala, byłam na przepustce. Zobaczyłam na żywo jury, stałam za kamerami. Byłam w takim miejscu, że prawie nie słyszałam co mówią. Zobaczyłam tylko dwóch tancerzy, pewnie dlatego, że między nimi były duże odstępy czasu przez przerwy na poprawę makijażu. A przy kim najwięcej stylistów się kręciło? Przy Michale Pirogu. Zdziwiłam się, że mężczyzna może potrzebować poprawek częściej niż Ida, tancerka z pierwszej (?) edycji. Pierwszym przesłuchiwanym był chłopak, który zatańczył coś typu electro. Nie wiem, jak ten styl nazwać, nie znam się. Bardzo mi się podobał, publiczności także. I co? I co?! Nie przepuścili go dalej. Wściekłam się. Zapytałam Anię ( dzięki niej miałam przyjemność tam zawitać) czy oni tak sami z siebie wybierają, czy ktoś im podpowiada przez słuchawkę. Okazuje się, że sami z siebie. Nie mieli ani jednego dobrego argumentu, pewnie chcieli to zrobić dla publiki, nie wiem. Widziałam wszystko od kuchni. Mam zdjęcia z Patrycją Kazadi i Agustinem. W momencie, gdy zaczęto mi robić zdjęcia na tle studia, akurat wjechali ludzie z mopami. Także z mopami również mam, jakby ktoś pytał. Pięknie kontrastują z moim turbanem. Patrycji spodobał się mój turban, to już następna celebrytka której przypadł do gustu mój look! Halo, halo prawa autorskie. To mój outfit. Jestem wyższa od Patrycji! I Agustina. Przewyższam gwiazdy telewizji.
Nowa notka = nowy przepis.
Barszczyk! Krwiopodobny, przepyszny, podnoszący chemoglobinkę, ukochany, ulubiony. Zdrowy, lekki, świetny! Idealny na każdą porę. O to przepis, jak go wyczarować, upichcić, przygotować aby się nim delektować:
POTRZEBUJESZ:
- 4-5 buraków ( najlepsze są te podłużne!)
- majeranek
- 2 jabłka
- czosnek
- cytrynę
- 1 l bulionu warzywnego
- sól
- pieprz
- Buraki przygotuj w parowniku lub ugotuj, aż będą mięciutkie.
- Obierz czerwone maczugi czy tam bulwy i zetrzyj na tarce na dużych oczkach.
- Zagotuj bulion.
- Wrzuć starte, czerwone pyszności do garnka.
- Popatrz na swoje ręce! Na pewno nikogo nie zamordowałeś?! Uciekaj z miejsca zbrodni! Dżołk, to te wredne buraki.
- Pokrój jabłka i wrzuć do garnka. Przykryj i odstaw na parę godzin, chociaż ja polecam zostawić nasze jeszcze niegotowe dzieło na drugi dzień. Będzie lepszy.
- Odcedz barszcz, wyrzuć kawałki jabłka.
- Teraz postaw czerwoną ciecz na gazie, ale uważaj: NIE MOŻE SIĘ ZAGOTOWAĆ!
Teraz czas na doprawianie. Duuużo czosnku to podstawa, wypali wszystkie bakterie. Cytryny też nie żałuj! Im jej więcej, tym będzie lepiej smakowało.
- Dodaj majeranek, pieprz i sól.
Gotowe!!! Mam nadzieję, że wyjdzie pyszny. Idealny i do picia, i do jedzenia z ziemniakami. Dobrze, już kończę, jutro muszę wstać. Jutro konsultacja!
Nowy rok! Witaj 2016! Spędziłam go w gronie przyjaciół, jak co roku. Nie można tego nazwać domówką, bo domówka chyba jest w większym gronie niż 3 osoby. Spotkanie w trójkę, o to dobre określenie. Sylwester był świetny, mam nadzieję że takie dobre rozpoczęcie będzie zwiastowało wspaniały rok. Pokonałam swój strach, a mianowicie strach przed petardami i fajerwerkami. Zawsze gdy ktoś je odpalał w pobliżu mnie, oddalałam się na taką odległość jakby to była bomba. Boję się ognia, i zawsze mam obawę, że fajerwerka podpali lub urwie część mojego ciała. Moja przyjaciółka uwielbia petardy, przyniosła niezłą ilość towaru na sylwestra. Przełamałam się, odpaliłam nawet okazałą ilość, krzycząc i skacząc przy każdym "bum". Każdy wyraża w jakiś sposób emocje, ja akurat przez krzyk.
Teraz wiem, że to nie jest niebezpieczne, jeżeli się dobrze z tym obchodzi. To był udany dzień, ale raczej nie dla mojego psa. Mój kundelek bardzo boi się petard. Jak jakiś 30 innych rzeczy ( kiedyś robiłam listę, kartka A5 mi się skończyła, co z tego że mam niesamowicie szerokie pismo, niczym dziecko z podstawówki) które budzą w nim strach. Szczeka, skomle, skacze i biega. Żeby chociaż ludzie to robili tylko o północy. Bezlitośnie robią to parę godzin przed nią. Co za sens? Czy oni nie rozumieją że strzela się o konkretnej godzinie?
Nowe 366 dni. Następna szansa, aby zmienić swoje życie, nie zmarnować go. Każdy z nas ma cały gar motywacji i postanowień, których najprawdopodobniej nie spełni. Przyznajcie się ile ze swoich postanowień na 2k15 spełniliście? Ja nawet swoich nie pamiętam. Dostaliśmy nową okazję, aby spędzić dobrze następny rok swojego życia. Chciałabym wziąć na poważnie moje postanowienia, aby ten rok był jak najlepszy. Zastanówcie się nad swoimi. Chcecie schudnąć? Wezcie się do roboty, przejdzcie na dietę, regularnie ćwiczcie. Przepraszam, że nie piszę kreski nad "z" coś mi się zepsuło z bloggerem, więc będę was denerwować brakiem tak istotnej linii z pikseli. Chcielibyście lepiej się uczyć? Dobrze, skupiajcie się na lekcjach, regularnie powtarzajcie tematy z ostatnich lekcji, zapiszcie się na korepetycje. Trochę motywacji! Niech ten rok będzie wasz, spełniajcie marzenia. Mam nadzieję, że rok 2016 będzie lepszy od połowy 2015. Połowy, bo zakończyłam go wspaniale, patrząc na mój wynik. Niezły finał. Nie zmarnujcie go. To nowy rok, nowa szansa na zmiany. A o to lista moich postanowień:
- zapisać się na Zumbę
- chodzić częściej na basen, co najmniej raz w tygodniu
- nauczyć się nowych przepisów
- uczyć się co raz więcej na temat zdrowego odżywiania
- WYZDROWIEĆ
- napisać dobrze egzaminy gimnazjalne
- rozwinąć bloga
- spać w namiocie!
- przeczytać 100 książek
- być po prostu lepszym człowiekiem
- regularnie dodawać notki!
- ogarnąć html w bloggerze
- częściej pisać
- nadrobić angielski
To chyba tyle, jeżeli chodzi o postanowienia. Pewnie sobie coś jeszcze dołożę, ale to będzie cud jeżeli spełnię jakiekolwiek.
Zupa koperkowa. Banalnie prosta, na prawdę. A jaka przepyszna! I dietetyczna, o już podaję wskazówkę dla tych którzy chcą schudnąć. Zupa koperkowa ma mało kalorii, zaufajcie cioci Paulinie. A o to magiczne składniki których trzeba dokonać aby się jej skosztować, chociaż w tej recepturze nie ma włosów jednorożca, ani śliny goblina ( a szkoda) :
POTRZEBUJESZ:
- 4 - 5 ziemnaków
- bulion
- czosnek
- koperek (chyba logiczne, jak bez koperku?!)
- mikser
Zagotować bulion Ziemniaki pokroić, wrzucić do warzywnego wywaru. Czekać aż się ugotują, w tym czasie drobno posiekać koperek. Gdy ziemniaki będą gotowe, wrzucić koperek i zamieszać. Dodać czosnek, jeżeli lubicie. Ja, uwielbiam czosnek, gdy gotuję zupy dodaję go jak najwięcej, uwielbiam gdy zupa jest ostra. Czosnek działa świetnie na przeziębienia! Taka porada, zima się w końcu przecież rozkręciła. Dzisiaj w południe w moim mieście było -10 stopni, a wieczorem -12! Dla mnie to niesamowita udręka, straszliwie marznę. Dlaczego nie mogę zapaść w sen zimowy? Przespać ten mróz. Nienawidzę zimy z trzech powodów:
- jest cholernie zimno
- jest mało warzyw i owoców!
- nie mogę jezdzić na działkę
Nie widzę żadnych jej plusów, no oprócz śniegu, ale z tego co widzę za oknem nie ma go za wiele. Ta minusowa temperatura mogłaby się na coś przydać. Dobra, wracając do zupy. Następnym krokiem jest zmiksowanie koperku, doprawić i gotowe! Polecam "przemycić" kurkumę. Działa przeciwutleniająco, a nie czuć jej w potrawach, jeżeli nie przesadzicie z jej ilością. Łyżeczka wystarczy. Jeżeli zupa jest za gęsta, dolać wody. Jeść ją można z grzankami, ale bardziej polecam muszelki ryżowe. Powinny być na półce z chińskim jedzeniem, są na prawdę pyszne. Smacznego! A w następnej moja specjalność, miłość i uzależnienie - BARSZCZ. Nauczycie się robić taki pyszny jak ja, i to bez zakwasu!